Kronika historyczna zaprasza!
W tym jednak, jakby się cofał przerażony słowem sobie wymkniętym, i niezgrabnym oznajmienie powyższe dopełnia komunałem: "jak to jest zwyczajem umysłu ludzkiego, że to, czego nie ma, bardzo pożądamy, a o to, co jest, zaniedbany." Nie tak to w rzeczy samej poczyna sobie, z opisem żalu powszechnego po zgładzonym trucizną młodzieńcu, ów nienawistnie, dla swych sympatycznych usposobień, okrzykiwany w opinii Gallus, który w dość malowniczy sposób wywiązując się z zadania, takimi pamiętnymi słowy przemawia w swej kronice:
"Miał zaś król Bolesław syna jedynaka, imieniem Mieczysława, który nie ustąpił by przodkom w zacności, gdyby zawistne Parki były nie przecięły pasma życia młodzieńca, wchodzącego w okres lat dojrzalszych. Owego bowiem młodzieńca król Węgrów Władysław żywił po zgonie ojca i jak syna własnego miłował. Jakoż młodzieniec rówienników swoich, tak Węgrów, jak Polaków, przewyższał obyczajami uczciwymi i urodą a w myślach wszystkich budził piękną nadzieję przyszłego panowania, znaki widocznymi; stąd to podobało się stryjowi jego, książęciu Władysławowi pod jakąś nieszczęsną, wróżbą, młodzieńca do Polski przyzwać na nowo a wbrew zawiści losu, z dziewicą Rusińską związkiem małżeńskim połączyć. Ożeniony zatem młodzieniec, któremu włos zaledwie wysypywał się na brodę, lecz postaci nadobnej, tak obyczajnie a tak rozumnie się prowadził, tak do obyczaju dawnego poprzedników swych się stosował, że cała ojczyzna z dziwną lubością weń się wpatrywała.