Kronika historyczna zaprasza!
Jakby pragnąc plemię to zagrzebać w niepamięci, osławia je, okrywa złorzeczeniem stąd to, nic dziwnego, i ten tryb fałszerski po calem jego piśmie rozlany w ogólności. Wątpliwość niekiedy powstaje, azali w podobnym usposobieniu nienawistnym, był w stanie odczytać powtórnie ustępy, przez rozgorączkowaną wyobraźnię lub żółć wzburzoną sobie podyktowane a bez dłuższego namysłu na papier rzucone. Lecz trafiają się przejścia, tchnące zaprawdę litością, które słusznie z łzami krokodylimi porównać by się u niego dały. Tak ubolewa, w tym zamknięciu pisma, nad losem wcześnie owdowiałej małżonki po Bolesławie, a w rzewniejszy jeszcze prawie sposób, nad zgonem, z powodu trucizny zadanej, syna tegoż, za powrotem z podzielanego wespół z ojcem wygnania, skazawszy pierwej ojca, jak mitycznego w pogaństwie Akteona, na pożarcie od psów własnych, po upadku z konia wśród łowów w Karpatach.